pomiauki kotki Holi
Blog > Komentarze do wpisu

Kot pasterski

Z racji jesieni, w naszym domu co chwila pojawiają a to jabłka, a to gruszki, śliwki, większa ilość winogron itp., słowem - wszelka słodka świeżyzna w ilościach półhurtowych. Owoce leżą sobie na wierzchu i nie ma siły - musi się koło nich pojawić przynajmniej jedna muszka-owocówka, choćby tylko na chwilę. W zeszłym roku nasza kicia owocówki traktowała na równi z wypasionymi muchami - goniła do upadłego. Czatowała, skakała, polowała i oczywiście irytowała się, gdy za długo przebywały poza zasięgiem jej łapek. W tym roku jest inaczej. O ile "tradycyjne" muchy, czy komary (a także pająki i wszelkie inne robactwo) są dla niej nadal WYZWANIEM, o tyle muszki owocówki zostały ewidentnie usunięte z kategorii "zwierzyna łowna". Holison odkrył w sobie zamiłowanie do - chyba - hodowania rzeczonych muszek. Bo jak inaczej nazwać zasiadanie przed miejscem przebywania owocówek i uważne, kilkudziesięciominutowe obserwowanie, jak taka muszka sobie lata, spaceruje i robi wszelkie inne muszkowe rzeczy, przy zerowej, holisoniej reakcji. Siedzi sobie przed nimi i tylko bardzo uważnie obserwuje, nie próbuje ich dopaść ani łapą, ani paszczowo, ani w jakikolwiek inny sposób. Po prostu - nasza Holi zasiada do wypasania dwóch, trzech muszek i mamy kota z głowy, póki jej się nie znudzi. Niestety kot niezbyt długo może napawać się swoją trzódką, bo dla nas taka nagła cisza i znieruchomienie futrzaka jest sygnałem do jak najszybszego zagospodarowania owoców, ku nieukrywanej żałości Holi, bo jej "krówki-owocówki" znikają.

niedziela, 02 października 2011, mazak
Tagi: muszki holi kot

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: