pomiauki kotki Holi
Kategorie: Wszystkie | Holimoże | Pomiauki
RSS
czwartek, 30 czerwca 2011

Tak mniej więcej wygląda transkrypcja fonetyczna holisonowego słowa oznaczającego wodę. Generalnie to Holi pije wodę z kufla postawionego na biurku (patrz: Przypomina mi się dowcip). Ma jeszcze w domu jedną miskę na wodę, ale pije z niej rzadziej. Dzięki kuflowi na biurku, mniej podpija naszą wodę i inne napoje (bezalkoholowe oczywiście) z naszych kubków i kufli (personel nie uznaje naczyń mniejszych niż 0,5 l, stąd kufle zagospodarowane jako filiżanki na herbatkę). Kufel stoi od roku i sprawdza się wyśmienicie, przy czym jeśli poziom wody spadnie do 3-4 centymetrów poniżej brzegu kufla, to kotek przychodzi do najbliższego wolnego człowieka, włazi na biurko, wpatruje się w personelowy kubek, kufelek, albo najlepiej butelkę z wodą i wypowiada lekko zawodzącym tonem słowo [niamu:]. Gdy personel nie reaguje, słowo jest wypowiadane coraz bardziej dobitnie i na bardziej wrzaskliwych tonach. To samo słowo i rodzaj zachowania można zaobserwować, gdy kot zapragnie napić się z kranu w łazience. Siada wtedy przed drzwiami do łazienki, a gdy personelu nie ma w pobliżu, to przychodzi do miejsca jego pobytu, siada w progu drzwi i zaczyna: [niamu:]. Jeśli personel nie zareaguje odpowiednio szybko lub się nie zorientuje, to [niamu:] pojawia się coraz częściej i częściej. Ciekawie jest, gdy personel usiłuje wziąć Holi na przetrzymanie. Coraz głośniejsze i wrzaskliwe [niamu:] przechodzi w poirytowane, aby po kolejnych kilku powtórzeniach zamienić się w coraz cichsze, coraz bardziej zrezygnowane i lekko zawodzące.

Podobno kot, a zwłaszcza brytyjczyk, powinien mieć szeroką miskę, żeby mu przy chłeptaniu wody wibrysy nie dotykały brzegów - zasada ta kompletnie nie dotyczy naszej Holi. Oprócz swojego kufelka, z którego naprawdę lubi pić (prawdopodobnie dlatego, że a) kufel jest zdobyczny na personelu, b) woda jest na tyle wysoko, że nie trzeba się schylać) to jeśli tylko Holi ma ochotę, to napije się z każdego naczynia, do którego jest w stanie wcisnąć głowę i skutecznie zaczerpnąć z niego językiem napoju - wody, herbaty, rumianku, innych ziółek, soku jabłkowego. Właściwie to wszystkiego mokrego, bez dużej ilości bąbelków i jeśli tylko nie ma smaku cytrusów. Niestety czasem kotek powimo tego, że ma własny kufelek, to bardzo, bardzo ma się ochotę napić się z czyjegoś kubka. W związku z tym - nie ma przebacz. [Niamu:], [NIAmu:], [NIAMU:]  jest wypowiadane wiele razy i to dobitnie, wzmocnione przez drugie słowo: [A~:]. Sygnał paszczowy powtarzany jest tak długo, aż dwunożny personel nie udostępni kubka i świeżo lanej mineralnej futrzastemu czworonogowi.

czwartek, 09 czerwca 2011

To, co się dzieje, gdy do domu zostanie przyniesiony szczypiorek albo zielona cebulka jest nie do opisania. Kot zaczyna się wydzierać, zwracać uwagę, skrzeczeć - jednym słowem włącza syrenę alarmową. Normalnie jest dość gadatliwa. Jak wychodzimy z domu, a kot zaczyna się orientować, że wychodzimy, to natychmiast nas delikatnie mówiąc strofuje - podnosi wibrysy na boki i tylko trochę do przodu i bardzo charakterystycznie, dość głośno nas oskarżycielsko omiaukuje. Ale to "małe  miki" przy szczypiorku i cebulce. Holison po prostu "drze japę" i nie chce skończyć, przy czym ewidentnie nie chodzi o to, że jest to zieleninka, którą kotek chce obgryzać - bo nie chce. Może chodzi o zapach? O to, że szeleści? O to, że to są ukochane przez nią "patyczki"? A może wszystko naraz? A może jeszcze coś innego? Może ktoś ma jakieś pomysły?

poniedziałek, 06 czerwca 2011

Holisona coś bardzo zainteresowało za oknem. Tak bardzo, że kompletnie nie zauważyła, że personel przechodzi obok, niosąc w ręku COŚ DUŻEGO. Holison momentalnie uznał, że COŚ DUŻEGO, to może być COŚ GROŹNEGO i na wszelki wypadek przyjął pozycję pod tytułem "jestem tylko nic nie znaczącym kawałkiem podłogi, tak niewielkim, że właściwie to mnie tu nie ma; właściwie to tutaj jest tylko podłoga, a nie ja. Kot??? Jaki kot???? Ja jestem podłogą". Gdy tylko personel z CZYMŚ DUŻYM go wyminęli, Holisonek zastosował manewr "padł i czołgał się" i w trybie pilnym udał się na z góry upatrzoną pozycję. Na wszelki wypadek w innym pokoju.

środa, 01 czerwca 2011

Holi na stole

I stał się cud! Holison zapozował jak rasowa modelka! Prawdopodobnie nadwyrężona została kocia ciekawość ("a co ty tam układasz na tym stole i w ogóle o co chodzi???") oraz pobudzona kocia zazdrość ("z takim zaangażowaniem robisz zdjęcia przedmiotom pffff... to JA jestem naj i MNIE proszę fotografować!").
Stół natomiast został kompletnie zaanektowany i ostatnio jest ukochanym miejscem służącym do kontemplowania widoków zaokiennych.