pomiauki kotki Holi
Kategorie: Wszystkie | Holimoże | Pomiauki
RSS
wtorek, 09 marca 2010

W toku doświadczeń z życia z kotami blokowymi doszliśmy do wniosku, że koty nie miauczą "miał, miał" jak to się mówi po polsku, tylko wydają te dźwięki z pięknym oxfordzkim akcentem: "meow, meow" [mi'aU, mi'aU] lub [mē-ˈau̇, mē-ˈau̇]. Mieliśmy mieć brytyjkę, więc sądzilismy, że akcent będzie nawet bardziej słyszalny. Jakże się myliliśmy...

Jak już wiemy - jest "mił, mił" - słodkie, niewinne jak słodki i niewinny jest mały koteczek, który je wydaje. Z czasem pojawia się coraz rzadziej. Zastępują je inne, podobne dźwięki.

Jest "łał, łał" domagające się wpuszczenia do kina, czyli do łazienki, w której ma być specjalnie niedokręcony kurek lub kapiące pranie.

Jest także "mał, mał" które potrzebę wejścia do kina wyraża mocniej, jeżeli "łał, łał" nie wystarczyło za bilet.

Jest "łił, łił", które "na ludzki" chyba najlepiej będzie się dało przetłumaczyć jako "puszczaj mnie, ja muszę iść tam i Tobie nic do tego".

Jest "iiiii..." stanowiące skrzyżowanie skrzeku z odgłosem tarcia paznokciem po talerzu. Szczególnie mile jest się w to "iiiii..." wsłuchiwać o piątej nad ranem, gdy kocia domaga się - do wyboru: chrupek w misce lub wpuszczenia pod kołdrę lub posmyrania po brzuszku lub podania ręki do obgryzania lub chwili innej zabawy. Tego "iiiii..." od początku bytności kota (ok. 2,5 miesiąca) nie było o tej piątej na razie tylko raz...

"Meow, meow" ani "miau, miau (miał, miał)" dotychczas też nie słyszeliśmy.

C.d.n.

czwartek, 04 marca 2010

No i się pojawił - MEOW. Zasadniczo to kota ma na imię Holiday, ale domowo została natychmiast "skrócona" do Holi, a jest też nazywana Mirmiłem, Mirmiłą, albo pieszczotliwie Mirmiłkiem. Mirmił wziął się przede wszystkim od tego, że początkowo Holi miauczała wydając paszczowo odgłos "mił-mił-mił" i początkowo nazywana była Miłmiłem, ale później kota pokazała, że tak samo, jak oryginalny Mirmił ma ogromne skłonności do dramatyzowania i desperowania - więc Miłmił stał się Mirmiłem, Mirmiłkiem i Mirmiłą.

Nie wiemy tak do końca, jak to się stało i w zasadzie nawet nie wiemy kiedy, ale na pewno to Holi wybrała nas, a nie my ją. Trafiła do nas w takim mało ciekawym życiowo czasie, ale jak to kot - natychmiast wtłoczyła w nas gigantyczną porcję mruczenia (jakby chciała, to traktor zagłuszy), ciepłego, kociego brzuszka, który pokazuje ochoczo i bez proszenia, a także olbrzymią porcję najzwyklejszego śmiechu, bo wyczyny Mirmiła ma oryginane, acz imponujące.

9 marca Holi skończy pół roku - jest więc jeszcze młodym kociołkiem, który po równo rozdziela czas pomiędzy spanie i urozmaicanie nam życia. Holi jest naszym pierwszym kotkiem - do tej pory w naszych domach były wyłącznie pieski, więc niektóre jej pomysły są hmmm... no powiedzmy zaskakujące. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że kota traktuje nas jak ruchomy deptak, że najlepsze jest zawsze to, co my mamy w kubku, a do tego kubka należy wsadzić całą głowę, a jak głowa nie wchodzi, to trzeba spróbować łapą przewrócić kubek. Jako zupełnie normalne traktujemy walki ze śniegiem - przez szybę okienną, czy skrzeczenie na liście przelatujące za oknem. Już wiemy, że najlepszą zabawką jest nie wypasiony gadżet sklepowy, ale drewniany kołek do montowania mebli, a najlepszą wyszalnią kocią - regał ikeowy z chaotycznie powstawianymi półkami, po którym można chodzić wszędzie, przełażąc pomiędzy półkami, czasem się klinując, czasem spadając, ale to właśnie jest kocie "niedźwiedzie mięso".

 

Holi pije z kubka

Na tym zdjęciu wcale nie reklamujemy znanej marki herbaty,
a wszystkie koty na nim się znajdujące piją wodę.

C.d.n.

 

1 ... 6 , 7 , 8